Odjechać łatwo. Wracać trudniej. Trudniej chociażby dlatego, że zgromadziłeś tam kupę gratów, tyle sprzętu, książek, płyt, taśm VHS (Ha!) Powiada mi kuzyn, że jego kolega wynajął w Nowym Jorku kontener i załadował do niego całe swoje mieszkanie, meble, graty, ciuchy, kuchenne naczynia, i wysłał ten kontener okrętem prosto do Rzeczpospolitej. Meble? Jakie, antyki, czy szwedzkie Ikea prosto z Chin?
Nie wystarczy Ci psychiczny szok, kulturowy szok powrotu na stare, jakże zmienione śmieci, więc musisz za sobą targać meble? A może Ci meble ten szok załagodzą i poczujesz się jak w domu w Północnej Dakocie? Klimat w końcu zimą całkiem podobny tutejszy do tamtejszego. I nawet temperatura tam spada poniżej ich wprawdzie Fahrenheitowskiego, ale jednak zera!
Wszystko tutaj inne, wszystko takie same jakie je zostawiłeś. W starych tramwajach tłok, obcy sobie ludzie awanturują się o byle co, i tylko motorniczy nie musi już teraz opuszczać kabiny aby skręcajac przestawiać tory wajchą. I na dziewiątkę korbą nie kręci. Potykasz się, na ulicach chodniki dla przechodniów tak samo nierówne jak dawniej, i to wkrótce, odnotowałem, po ich partackiej konstrukcji. Te same psie gówna gdzie idziesz po osiedlu, pozostawione przez następne pokolenia kundlowatych, karłowatych polskich psów, nie takich rasowych i półrasowych przystojniaków jakich miałeś mieszkając w Nevadzie.
W sklepach małych i dużych kasjerki domagają się końcówki drobnych monet, kasjerki, które siedzą podczas gdy klient stoi, pyskują na klienta jak dawniej, jak za socjalizmu. I zakupów nie pakują, nie dają torebek. Jamil, kasjerze, my friend z supermarketu Andronico's, zadziwiłbyś się bez końca.
Dobrze więc, że przywiozłeś sobie markowe dżinsy, bo tutaj zapłaciłbyś ze sto dolarów za parę Levisów, szytych zapewne też w Chinach, a nie jak dawniej w San Francisco, niedaleko portu, tam na stopach pięknego wzgórza Telegraph, gdzie bym chętnie Was zaprowadził i pokazał. Nota bene, powyższą cenę sprawdziłem dzisiaj w puściusieńkich sklepach firmowych Levis oraz Lee-Wrangler. Przeliczyłem potem złotówki na dolary według kursu w pobliskim kantorze, gdzie jak we wszystkich kantorach, obsługa zawsze ponura, i, jak kilkakrotnie zrobili to akurat w tym punkcie, próbują cię oszukać.
Tymczasem stary zespół bigbitowy Czerwone Gitary występuje teraz prawie w oryginalnym składzie, trzech z pięciu założycieli, dwaj pozostali niestety nie mogą uczestniczyć, bo zaprzestali z lepszych lub gorszych powodów oddychać. Sytuacja zupełnie jak z zespołem the Rolling Stones. Którzy jednak w przeciwieństwie do Gitar nie nagrywają płyt po niemiecku.
Swój samochód Hyundai zostawiłeś tam, sześciocylindrowy sports car, za dużo na tutejsze piekielne korki pali benzyny za litr, nie zaś za galon, a poza tym, wymawiasz jego markę niezrozumiale dla tubylczych mechaników, rymująć ją jak trzeba z angielskim słowem 'Sunday'.
Dobrze że twój komputer biega jeszcze na czasie Amerykańskim, bo jeżeli ten jeszcze chwiejny "powrót" zakończy się powrotem spowrotem do sportowego auta marki Hyundai (rymuje się z 'Sunday') i do Twojego starego półrasowego psa z angielskim imieniem, to święty spokój jego cyfrowego zegara zostanie niezakłócony.