niedziela, 20 czerwca 2010

Za duży tłok na bilbordzie!

Rozmawialiśmy o historii muzyki popularnej. Podsunęłem tezę że najbardziej interesujące rzeczy, nie tylko w muzyce popularnej, ale ogólnie w sztuce, zdarzają się jednak na marginesach, a nie na głównych nurtach. Teza usprawiedliwująca być może snobism. Trudno mi przytaczać przykłady z dzisiejszego dnia, ponieważ sceny muzyki popularnej już nie obserwuję tak jak to robiłem kiedyś, ale pozwolę sobie zauważyć, że najbardziej popularni artyści w historii rock and rolla sięgali po inspirację nie do głównego nurtu popularnej muzyki, ale do jej marginesów.

Elvis Presley, nie mając na początku kariery oryginalnych, własnych źródeł swojego repertuaru, sięgał do bluesa i do artystów country, których nie widać było na głównych listach przebojów magazynu Billboard. To samo można powiedzieć o grupach Brytyjskich z wczesnych lat 60.

Podczas gdy wszyscy wokół słuchali głownego nurtu popu, artyści poszukujący oryginalność sięgali do marginesów. I oczywiście często później sami stawali się głównym nurtem. Natomiast my, konsumenci popularnej kultury, mogliśmy i możemy dalej szukać oryginalności, właśnie na marginesach, bo dlaczego nie!

Amerykański sportowiec beisbola z lat 50., pod nazwiskiem Yogi Berra, pamiętany dzisiaj głównie z malapropizmów, oraz z dowcipnych obserwacji przypadkowo filozoficznych, wyjasnił kiedyś dlaczego przestał uczęszczać do znanej restauracji Ruggeri's, w St. Louis : "Nikt tam już teraz nie chodzi! Za duży tłok."

No właśnie. Obserwujmy marginesy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz